11.04.2026

Pałace na wodzie

"Problemem bobrów jest to, że nie wystawiają faktur, nie biorą dotacji, a od ich zbawiennej działalności nie rosną wskaźniki gospodarcze". 

To dobra lektura na wiosenny czas, kiedy wszędzie słychać śpiew ptaków, lasy zmieniają się z dnia na dzień, a bobry fikają i budują kolejne pałace. To spojrzenie na geografię Polski, jej historię, kiedy bobrów było dużo, prawie wcale (po II wojnie światowej) i znów całkiem sporo. To ukłon w stronę wrażliwych przyrodników, badaczy, opiekunów, którzy wiedzą dużo, obserwują i szanują to, co się dzieje w żeremiach i ich okolicach. I to właściwie są najlepsze spacery po stawach i rozlewiskach rzek, kiedy autor poznaje je z wybranymi fachowcami, badaczami w różnych częściach kraju. Albo samotnie kroczy w dziczy, by potem coś z tego "wydłubać".

Bobry mają wielu wrogów. Trudne bywają relacje człowieka z bobrem, który po prostu robi swoje, a człowiek chce betonować, mieć uregulowaną rzekę czy ładną łąkę. Walka skazana jest na niepowodzenie, lepiej zostawić to wodne życie i przyglądać się, jak cudownie zmienia się krajobraz na lepsze, jak ubogaca się, staje się bioróżnorodny i tętni życiem. Warto śledzić tę mądrość przyrody, poznawać, nie dawać się ponieść złudnym opiniom medialnym i krzykom, kiedy coś nie idzie po myśli człowieka. Warto uczyć się od jednych z najlepszych budowniczych zrównoważonego budowania miast, zatrzymywania wody w lesie (której nie raz brakuje), filtrowania zanieczyszczeń, wzbogacania otoczenia w bioróżnorodność, zmian w ekosystemie

"Ciągle nie zdajemy sobie sprawy, że dopiero dzięki bobrom potoki zaczynają wyglądać tak, jak powinny. Przed XVI wiekiem każdy ciek wodny, który dało się zatamować, po prostu był tamowany. Bobrowe rozlewisko było naturalnym stanem rzeczy na większości płynących wód, więc to, co tu widzimy, jest nie jakąś aberracją, tylko normą. Powrotem do tego, co było i co być powinno". 

Wiele tu wdzięcznych sylwetek (Wirgiliusz Żurowski, Zygmunt Giżejewski, Łapiński, Jan Goździewski; Antoni Derwich, Andrzej Czech; Andrzej Bereszyński; Roman Głodowski), które przyczyniły się do odrodzenia populacji bobra. Uczenie się karmienia, opieki nad młodymi, zapewnienia dobrej przestrzeni w Popielnie, zabawne choć często niebezpieczne relacje z łapania gryzoni z ogon "jak rozwścieczonego byka". "Prawie każdy łowca ma na dowód swoje blizny". Sztuka łączenia w pary monogamicznych zwierząt, szybkie zwiększanie populacji i wypuszczanie na wolność także poza krajem. Zabawne pytanie zdezorientowanego Brytyjczyka "Czym wy je karmicie? Bo my ananasami". "Zwierzęta nie musiały za sobą szaleć - ważne, by się akceptowały, wciąż pozostając każde w swojej klatce", aż dotarły do nowego miejsca, by tworzyć nową scenerię przyrodniczą. Nowo osadzone w przestrzeni zaczynają się podobać nawet obojętnych ludziom "zwłaszcza gdy zobaczyli zwierzę, które wyłazi z wody, staje i zaczyna kombinować, a potem te kombinacje wcielać w życie". "Ciągle nie zdajemy sobie sprawy z tego, że dopiero dzięki bobrom potoki zaczynają wyglądać tak, jak powinny... Rodzi się poczucie piękna, którego poważne naukowe relacje z przyrodą tak usilnie unikają". "...Przy okazji realizowania swoich podstawowych funkcji życiowych bobry naprawiają to, człowiek przeoczył".

"Skoro wszelkie życie bierze początek nad brzegiem wody, człowiek winien najpierw otoczyć ochroną wodę i stworzyć warunki niezbędne do rozwoju zwierzyny" Indianka Lala (Eric Collier, Nad rzeką bobrów).

Wiele dawnych i współczesnych osób, które żyły/ją blisko natury, wiedzą o bobrach wiele i chętnie dzielą się swoją pasją. Warmia, Mazury, Suwalszczyzna, Powiśle, Mazowsze, Bieszczady, i odnowione ostoje bobrów. Pomyśleć, że do nagrywania sceny polowania w Krzyżakach, reżyser musiał jechać aż do gdańskiej Oliwy (Jagienka strzela z łuku). Teraz mógłby to robić w wielu naturalnych miejscach. Wystarczy wpatrywać się, brodząc po lepkich drogach, gdzie są ślady tam, zgryzionych drzew, kojącej leśnej ciszy.

"Nie o to chodzi, że bobrów jest w Polsce za dużo. Problem w tym, że kiedy ich nie było, zajęliśmy większość ich siedlisk. Osuszyliśmy je, wybetonowaliśmy, skolonizowaliśmy. Dokonaliśmy inwazji, a dziś to bobry traktujemy jak intruzów. W średniowieczu bóbr był wszechstronnym surowcem, dziś coraz częściej mówimy o nim „szkodnik". Szkodnik, bo wycina drzewa, żeby zbudować z nich dom i jego najbliższe otoczenie. Szkodnik, bo czasem zalewa uprawy prowadzone na nadrzecznych łąkach, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu non stop były mokre. Ile w tym hipokryzji!"

Zatem polecam wiosenny bóbrwatching:)

Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów

Adam Robiński 

wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022 

liczba stron: 200

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...