"Problemem bobrów jest to, że nie wystawiają faktur, nie biorą dotacji, a od ich zbawiennej działalności nie rosną wskaźniki gospodarcze".
To dobra lektura na wiosenny czas, kiedy wszędzie słychać śpiew ptaków, lasy zmieniają się z dnia na dzień, a bobry fikają i budują kolejne pałace. To spojrzenie na geografię Polski, jej historię, kiedy bobrów było dużo, prawie wcale (po II wojnie światowej) i znów całkiem sporo. To ukłon w stronę wrażliwych przyrodników, badaczy, opiekunów, którzy wiedzą dużo, obserwują i szanują to, co się dzieje w żeremiach i ich okolicach. I to właściwie są najlepsze spacery po stawach i rozlewiskach rzek, kiedy autor poznaje je z wybranymi fachowcami, badaczami w różnych częściach kraju. Albo samotnie kroczy w dziczy, by potem coś z tego "wydłubać".


