"Nie przypisujmy kłopotów Rzymu przeludnieniu. Kiedy Rzymian było tylko dwóch, jeden zabił drugiego". Gulio Andreotti
Od lat czytam książki wydawane przez wydawnictwo Czarne i po raz pierwszy natknęłam się na typ reportażu z nutą kryminału i thrillera! Historię z pozoru prostą, a jednak skomplikowaną, opisaną na 464 stronach. A nastawienie do bohaterów z każdym kolejnym rozdziałem może ulegać zmianie. Bo szczegóły opisywanej zbrodni nie pozostawiają złudzeń. Rzym nie jest tu miastem do zachwytów turystycznych czy religijnych uniesień. Pokazuje raczej schyłek człowieczeństwa, upadek wszelkiej moralności i degenerację młodego pokolenia.
Dwóch na pozór zwykłych chłopaków, pochodzących z normalnych domów zabija trzeciego. Jednak z każdym rozdziałem, kolejno opisywanymi szczegółami niechęć do antybohaterów i ich degeneracji jest coraz większa. Z czasem nie można tego czytać. Ilość szczegółów przygniata, miażdży wrażliwe serce i sumienie. Nagromadzenie antywartości przerasta. Czynu zbrodniarzy nie da się usprawiedliwić. To musiało się tak skończyć. Eskalacja wielodobowej imprezy, zażywania kokainy i drinków z dosypywanymi prochami, zapraszanie i chęć spotykania się z kolejnymi osobami w celu wyłudzenia pieniędzy albo obrzydliwie nieprzyzwoitych scen, musiało się tak zakończyć.
"Żaden człowiek nie dorasta do tragedii, które go spotykają. Istoty ludzkie są niedokładne. Tragedie zaś niepowtarzalne i doskonałe, za każdym razem wydają się wyrzeźbione rekami jakiegoś boga. Poczucie komizmu wynika z tej dysproporcji". Choć ta zbrodnia nie była doskonała, była jakby przypadkiem, popchnięciem do wanny, a potem usilną próbą wyciszenia krzyku.
Manuel Foffo, chłopak który przegrał z bratem walkę o życie, chodzi w zmiętych ubraniach, zgarbiony, interesuje się prawem, tworzy aplikacje, niby pracuje w restauracji, raczej przychodzi tam zjeść, wciąga kreski, umawia się z nowo poznanym Marco Prato. Po wielodniowej libacji bez powodu zabija z okrucieństwem Lucę Varani.
Marco Prato "miał odwagę wyjść z szafy, kiedy termin coming out właściwie nie istniał. Stawił czoła szyderstwom kolegów ze szkoły". "Kiedy zaczynasz żyć takim życiem, łatwo spaść na drugą stronę". Obdarzony rzadką wrażliwością. Widzi, dostrzega to, co umyka innym. Ciepły, opiekuńczy, błyskotliwy, z inicjatywą, wspaniały rozmówca. 29 lat, piękne ciemne oczy, pełne usta, wąsy i przenikliwe spojrzenie. Podżega, nakłania Manuela do wielu niekomfortowych zachowań, kradzieży, spotkań z Alexem, Damiano, jazdy po mieście, zabójstwa (marzenie o gwałcie, zemsta za ojca).
"Widok mieszkania na dziesiątym piętrze blogu przy via Igino Giordani sprawiał wrażenie, jakby cała rozpacz, zaciekłość, arogancja, brutalność i poczucie klęski, w które obfitowało miasto skoncentrowały się w tym jednym miejscu". "Wrażenie panującego tam zła, było wręcz namacalne".
Zabójcy chętnie współpracują z karabinierami, nie mają kłopotu z odpowiadaniem na pytania, nie mają poczucia winy, samooskarżenia, wstydu ani rozpaczy. "Dno studni gwałtownie wznosiło się w kierunku tych, którzy się nad nią pochylali". Mnożą się pytania, mroczny klimat miasta i jej mieszkańców przytłacza. Sprawa staje się bardzo głośna. "Narobiliśmy syfu. Kto narobił? Ja i mój przyjaciel. Przyjaciel. Jak się nazywa? Marco Prato. Nie do końca przyjaciel... A co może być gorszego od kokainy? Zabiliśmy człowieka".
"Puśćcie Ciao, amore ciao na koniec mojej imprezy, słuchajcie Dalidy".
Ciao amore ciao. Morderstwo w Rzymie (wł. La città dei vivi)
Nicola Lagioia, tł. Tomasz Kwiecień
wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
liczba stron: 464
.png)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz