"Moja mama jest jak pręgowany ryś. Nosi mnie na swoich miękkich plecach i pachnie śniegiem. Mój tata jest jak wielki niedźwiedź brunatny. Ściska mnie w ciepłych ramionach i pachnie miodem".
"Moja mama jest jak pręgowany ryś. Nosi mnie na swoich miękkich plecach i pachnie śniegiem. Mój tata jest jak wielki niedźwiedź brunatny. Ściska mnie w ciepłych ramionach i pachnie miodem".
Gdy na świecie pojawił się Józef, dziadek uszył mu piękny kolorowy koc. Mijają lata, koc się zużywa. Mama chce go odłożyć. Józef idzie do dziadka. A ten po namyśle zamienia koc na kurtkę, kurtkę na kamizelkę, kamizelkę na chustkę...
Król Zimy pragnie "wyjątkowego" przyjęcia urodzinowego w gronie swojego rodzeństwa. Ma mgliste wspomnienia z czasów dzieciństwa, kiedy "wszyscy żyli razem" i było im tak dobrze. Zaprasza rodzeństwo do Zimowego Pałacu, razem ucztują, grają, rozmawiają.
Ilustracje zdecydowanie przyciągnęły moją uwagę do tej książki, a kiedy zobaczyłam autorkę, tematykę i wydawcę, z przyjemnością wyciągnęłam po nią rękę w bibliotece.
Pomysłowy opis uczuć, goszczenia ich w hotelu, przyjmowaniu, zajmowaniu się nimi, potrzeby ich istnienia. Każdy gość ma swoje potrzeby, a pani dyrektor traktuje je poważnie, jednostkowo, zgodnie z potrzebami, i służy pomocą.