"Żeby iść przed siebie, potrzeba tylko oczu. Możesz kroczyć, nie posiadając nóg, ale jeśli się rozglądasz, wędrówka będzie tylko powolnym przemieszczaniem się w przestrzeni".
Patrzeć na krajobraz to sztuka.
Podróżowania i patrzenia trzeba się uczyć. Od najlepszych.
Np. z książek Johna R. Stilgoe, Wernera Herzoga, Xaviera de Maistre'a (każdy ma prawo do odkryć. "Zatem odwagi, ruszajmy!... Będziemy iść powoli, po drodze śmiejąc się z tych, którzy widzieli Paryż i Rzym. Nic nas nie powstrzyma. Słuchając naszej wyobraźni, podążymy tam, gdziekolwiek będzie miał kaprys nas poprowadzić".), Mieczysława Orłowicza ("Okres pionierski nie minął jeszcze. Nie wszystkie osobliwości odkryte, nie wszystkie udostępnione, nie wszystkie opisane". Orłowicz miał rację, można nanosić na mapy nowe nazwy).
Hajstry to czarne bociany, gatunek nie rzadki, ale trudny do zaobserwowania, wymaga wiedzy, starań i cierpliwości. Ale to książka nie o bocianach, a wielu nieoczywistych podróżach, drogach, odkryciach i sylwetkach. Podróżne na potrzeby tej książki powstawały wiele lat. Na nartach, kajakiem, samochodem, przede wszystkim na nogach. "Od de Maistre'a pożyczyłem trochę dystansu do świata, a od Herzoga - wyobraźnię i poczucie humoru. Chciałbym być też choć odrobinę spostrzegawczy jak Stilgoe. I jeszcze dodać coś od siebie". Autor prowadzi nas niespiesznie przez kolejne drogi, przytacza i korzysta z doświadczeń innych. Ładnie wytycza przestrzeń. Od Mazowsza, przez Wisłę, po Izery czy Karkonosze.
Pulwy na Mazowszu. "Pierwsze rzucało się w oczy to, że nic nie rzuca się w oczy... Linia horyzontu nijak nie chciała się złamać, tylko sprawiedliwie dzieliła widok na pół".
"Nizinna turystyka była mocno opóźniona w stosunku do gór, które Lechosław Herz tak dobrze znał. W puszczy zobaczył niezagospodarowaną przestrzeń. Chciał ją oswoić, najpierw dla siebie, potem dla dwa miliona dwustu tysięcy warszawiaków. Musiał wytyczyć szlaki turystyczne, wyrysować cywilne mapy i wypełnić ten uwiązany do Wisły leśno-bagienny warkocz treścią". "Za niektóre nazwy płacił papierosami. Jeden papieros, jedna nazwa. Jedna wydma, bagno, uroczysko. Szedł przez wieś, zaczepiał, wyciągał wymiętą paczkę, zapraszał. Potem odpalał swojego i pytał: A taką górę za wsią to jak nazywają?" Ogrom pracy, którą wykonał, widać na mapach. Ilości wypalonych papierosów nie da się stwierdzić. Żeby poprowadzić szlak "W górach idzie się do stawu, na przełęcz, na szczyt, do schroniska/ A tu, na nizinach, do mogiły powstańców, na cmentarz czy miejsce egzekucji". Puszczę Kampinowską schodził tam i z powrotem, a potem wymyślał szlaki dla Mazowsza. Dzika przyroda, sady, kraina dzieciństwa Chopina i Norwida, wielkanocne palmy w Łysych, domy jak z Chłopów Reymonta. Docierał tam, gdzie "chmury zawracają". Puszcza Augustowska i Wigierski Park Narodowy też są jego.
Dobiera i opowiada niezwykłe sylwetki. Zapalony odkrywca nizin Lechosław Herz, wioślarz Stefan Płóciennik, i jego wspomnienia o Wojciechu Giełżyńskim, który napisał 68 książek i parę tysięcy artykułów o Wiśle i innych miejscach "oglądał wielki świat, a potem relacjonował". Wacław Nałkowski i jego Wielki atlas geograficzny świata czy prosta i użyteczna Geografia malownicza. "Zastanawiałem się, skąd u człowieka, którego nos był zakładką do książek, taka wrażliwość na to, co za oknem". Pustynia Błędowska lokalnego badacza Jana Woźniczki. Entomolog Franciszek Fejfer-Stankowski i jego zapał do ochrony przyrody, kiedy zabierał dzieci do lasu i kazał patrzeć i rysować, albo zawieszać kapliczki i krzyże na drzewach, celem ich ochrony przed wycięciem. Igor Newerly, który po amputacji nogi przeżył 4 obozy koncentracyjne, scenograf, pedagog, sekretarz Janusza Korczaka, ale przede wszystkim kajakarz i "włóczywiosło", który do "literatury wjechał na kajaku".
"Większość z nas żyje w świecie, w którym coraz więcej miejsc i rzeczy ma oznaczenia, etykiety, a tym samym również oficjalne interpretacje. To wszystko zamienia nasze realia w wirtualną rzeczywistość. I właśnie dlatego chodzenie, jazda na rowerze czy pływanie będą zawsze działalnością wywrotową. Pozwalają nam odzyskać poczucie tego, co stare i dzikie". Deakin
"Ci, którzy trafili w Karkonosze jako pierwsi, eksplorowali tereny dotychczas niezbadane. Odnajdywali drogi ku niedostępnym do tej pory wzniesieniom. Natrafiali na nieznane rzeki i strumienie, podążali wzdłuż nich ku dolinom. Przecierali ścieżki dla samych siebie i tych, którzy mieli przyjść po nich. Mieli tylko takie mapy, jakie sporządzili. Stali się pierwszymi krajoznawcami na tych ziemiach".
Spokojny, niespieszny klimat bocznych dróg.
Hajstry. Krajobraz bocznych drógAdam Robiński
wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017
liczba stron: 224


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz