Ładnie wydane wiersze Małgorzaty Strzałkowskiej o strachach wojujących tu i tam, do uśmiechu, ćwiczenia języka i może też oswajania mniejszych i większych strachów. Z niecodziennymi kolażami autorki, "wyklejanymi we wtorki".
Coś strasznego "szło i wyło, i trąbiło... troszkę siakie, ciut owakie" chodziło po ulicy, nikt nie wie co to było, ale straszne na pewno było, jak w niejednej opowieści:) Bordo morda - rudy irlandzki lord drżał ze strachu po nocach, aż wpadł na pomysł, żeby też straszyć, mordy takie, których się bał, to też dobry sposób. Czarownice są tu dziarskimi ekolożkami, które walczą oo nie niszczenie lasów, a korzystanie z makulatury. Natomiast "cztery jędze spod Swarzędza" spędzają czas przy przędzeniu i ględzeniu o pieniądzach, bo tylko te się dla nich liczą. A duch "w poduchę buchnął bach".
To zabawy słowne autorki, "że aż strach!" Ach. Z ekstra fabułą i przesłaniem. Do ćwiczenia sprawności języka i uśmiechu.
Wiersze, że aż strach!
Małgorzata Strzałkowska,
wydawnictwo Media Rodzina, Warszawa 2002
liczba stron: 32





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz