"Reportaż fabularyzowany" powstał w oparciu o fakty, opowiada autentyczną historię, jednak niektóre przedstawione w niej sytuacje i zdarzenia są wizją autorską, bohaterowie są wzorowani na autentycznych, ale są wyobrażeniem autorki.
Pomimo procesu przed trzema izbami morskimi i po upływie ponad 30 lat, nie wszystko jest jasne. Wiele szczegółów zostało ujawnionych i opowiedzianych, jednak cała historia osnuta jest tajemnicą. Heweliusz od początku traktowany był po macoszemu, inżynierowie wykazali się niedbalstwem i brakiem profesjonalizmu (już miesiąc po wodowaniu w 1977 r. zderzył się z barką). Nielubiany przez załogę i pasażerów, budził obawy i niepewność "z powodu licznych przechyłów i bliskich kontaktów z portowymi nabrzeżami. Wiecznie tonący, łatany, spawany, zabetonowany (po pożarze), chwiejny, polski symbol rosnącej wymiany handlowej i otwarcia się na świat". Heweliusz zabierał na pokład 48 tirów albo 17 ciężarówek i 30 wagonów kolejowych! Lata dziewięćdziesiąte to w Polsce czas zawirowań politycznych i gospodarczych, budowanie odpowiedzialności za odzyskaną wolność, walka z hiperinflacją i zadłużeniem, uczenie się kapitalizmu.
"Tamtej feralnej zimowej nocy morze musiało być nielicho wkurzone: szalało, a kilkumetrowe grzywacze wielkie jak kamienica przelewały się przez nie raz za razem. Groźniejsza od wysokości była jednak częstotliwość fal i ich zwarta masa... Gdy wieje silny wiatr Bałtyk staje się groźny i nieprzewidywalny". Deszcz pomieszany ze śniegiem smagał ukośnymi pasmami statek... w tym zaciekłym wyciu wiatru, dzikim rozhulaniu fal była jakaś okrutna celowość. Na jego dnie spoczywa kilkadziesiąt tysięcy wraków.
W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk pochłonął 55/56 ofiar, uratowano 9 marynarzy, nie odnaleziono 6-10 ciał. "To prawdopodobnie jedyna w historii żeglugi katastrofa statku pasażerskiego, w której zginęli wszyscy pasażerowie" (z Polski, Austrii, Czech, Niemiec, Norwegii, Szwecji, Węgier).
Furta rufowa była uszkodzona. Statek przeciążony. Pogoda niestabilna. Manewrowanie śrubami okrętowymi i uruchomienie sterów strumieniowych nie zmniejszyły stanu przechyłu. Szturmowanie rufą było bezskuteczne. Prom nie był w stanie pokonać siły huraganu.
"Dowodzący jednostką dawał z siebie wszystko: znajomość morskiego rzemiosła, wieloletnie doświadczenie, inteligencja, zimna krew, odwaga. Ale mimo wysiłków sprawy wymykały mu się z rąk, prowadząc statek do zguby". Kapitan był znakomitym marynarzem i nawigatorem, "najlepszym z kapitanów". "Pozostał na mostku do końca". Nie dopuszczał do siebie prawdy, nie chciał uwierzyć w to, że Heweliusz zatonie, zabierając ze sobą tych wszystkich ludzi".
"Prom trzeszczał i przechylał, jakby schwyciła go w objęcia ogromna ośmiornica. Stalowe liny trzymające ładunek pod pokładem jęczały złowrogo. Napięte do granic możliwości mocowania puściły. Ciężarówki jak kostki domina zaczęły się przesuwać... wagony kolejowe pogłębiły przechył. Wokoło panowała niespotykana wrzawa: huk morza, krzyki ludzi, rumor przewalających się pojazdów". Woda niszczyła pokłady, skręcała relingi, wyrywała tratwy ratunkowe z łożysk. Trudno było wydostać się z pokładu, założyć kamizelki czy kombinezony. Żywioły szalały. Ośmiometrowe fale przewróciły statek. Agonia promu trwała trzy kwadranse, ostatecznego dzieła zniszczenia żywioł dokonał dwanaście minut po piątej nad ranem.
"Przenikliwe zimno rozrywało ich ciała, jakby ktoś dźgał je nożem. W wodzie o temperaturze dwóch stopni umiera się szybko, w ciągu niecałej pół godziny. Zanim zimno zdoła zabić, najpierw odbiera siły. Woda podtapia. Coraz trudniej zwymiotować połkniętą wodę..." Wychłodzenie ciała do 29 stopni jest granicą, zza której się nie wraca, przy 26 stopniach potrzeba cudu.
Niemrawe ruchy służb ratowniczych zaskoczyły rozbitków i pozbawiły nadziei.
Choć na co dzień niepisany kodeks żon i rodzin marynarzy nie dopuszczał słów zatonięcie, zwłoki, identyfikacja, katastrofa, teraz najbliżsi musieli się zmierzyć z całą klęską, niejasnymi faktami, obwinianiem kapitana i marynarzy, umywaniem rąk armatora (żeby ratować interes, uniknąć kłopotów spółki Euroafrici), trudnymi posiedzeniami Izby Morskiej. A ci, co przeżyli zmagali się z traumą zdarzenia, komentarzami w prasie i spojrzeniami tych, których rodzina zginęła. Choć lista błędów i nieprawidłowości tego rejsu była długa, a sprawa skomplikowana i wieloaspektowa, główną winę zrzucono na kapitana. Świat legł gruzach. Styczniowy mróz, lodowy wiatr, "parszywy chłód" i beznadziejność polskiej rzeczywistości była nie do przeskoczenia, nie do udźwignięcia. Dochodzenia nie miały na celu ustalenia prawdy, miały znaleźć kozła ofiarnego, którego poświęcono w imię interesów wyższych i dobra wspólnego. Obwiniono huragan, kapitana i załogę, niezamocowane tiry, niesymetryczny balast, niezdatny do żeglugi prom, opóźnione i nieudolne akcje ratownicze, zaniedbania armatora, państwo polskie, które nie podpisało odpowiednich umów w sprawie międzynarodowych akcji ratowniczych.
To mocna, trzymająca w napięciu historia.
Katastrofa HeweliuszaKatarzyna Janiszewska
wydawnictwo Chmury, 2025
liczba stron: 360


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz