Wiek XIX to nie tylko wiek pary i elektryczności, ale i bawełny. Aleja Włókniarzy w Łodzi jest jedną z najdłuższych ulic w mieście. Przypomina przemysł włókniarski, który od XIX wieku rósł w szalonym tempie, aż miasto doszło do pozycji drugiego największego miasta w Polsce pod względem ludności. Przemysł spoczywał na barkach kobiet (jak na całym świecie), często też młodzieży i dzieci (59.6% ogółu zatrudnionych). Historia tego miasta opiera się na fabrycznych murach i cichych losach robotnic, które "pracowały na rzecz tego miasta w trudnych warunkach, w huku maszyn" i "poniosły największe konsekwencje przemian ustrojowych".
To reportaż o mieście, jego rozwoju, przemyśle. Ale przede wszystkim o kobietach, które pracowały w łódzkich fabrykach, które oddawały swoją codzienność, zdrowie, nadzieje, żeby przetrwać, dać radę na kolejnej zmianie, mieć siłę odrzucić napastowanie czy przemoc. Często zaczynały prace jako niepełnoletnie. "Jak koń w kieracie". Traciły ciąże z wyczerpania i przepracowania. Nisko opłacane. Choć taka praca wywołała rewolucję obyczajową. Kobiety utrzymywały dom. Mężczyźni są tu cicho, niemal bez słów, czasem jest przywołany zarządzający, kierownik czy ten, którego kobiety musiały unikać, by nie zostać wykorzystane. "Im bardziej specjalistyczne i lepiej opłacane etapy wytwarzania, tym bardziej pozostawały "męskie".
Przybywały z bliskich i odległych miast (brukowych) i wsi (z całej Kongresówki, Cesarstwa Rosyjskiego), "młode, samotne, silne, i sprawne w precyzyjnej pracy". "W sortowniach, pekarniach, niciarniach, przędzalniach, tkalniach, wykończalniach, szwalniach. Przy czesaniu i gręplowaniu, jako prządki, przewijaczki, zgrzeblarki, snowaczki, motaczki, szpularki, tkaczki, cerowaczki, pończoszarki..." Zostawały w Łodzi, bo tu były potrzebne, dostawały etat, były specjalistkami w fabrykach, pracowały na wielkie fortuny właścicieli, elit, ich pałace i wielki europejski przemysł. "Szybko wykształcił się specyficzny wielokulturowy tygiel, pełen napięć i kompromisów. Relacje największych kultur - wykwalifikowanych niemieckich imigrantów, polskiej siły roboczej, żydowskiego handlu i rzemiosła - już zawsze miały się układać na trzech płaszczyznach: ze sobą, obok siebie i przeciw sobie". A robotnice pozostały "historycznie nieme", jak niewolnice". Przychodziły tu samowolnie, ale były też odurzane, szantażowane, przemycane i sprzedawane specjalnie do pracy. Zarobki były tak niskie, że niektóre dorabiały prostytucją. Brak uległości w pracy oznaczał stempel w książeczce zatrudnienia, czyli utratę pracy.
"Nikt wtedy nie mówił o wyborze zawodu, realizowaniu potencjałów, samorozwoju czy samorealizacji. Był tylko przymus ekonomiczny, życiowa konieczność, jedyna szansa." Stukot i hałas stalowych maszyn, tykanie zegarów nad warsztatami, świst fabrycznych gwizdawek, pył przędzalniczy zatykający krtań, upał i wilgoć. Przez kilkanaście godzin dziennie, sześć dni w tygodniu.
"Przeklinam swe ręce, choć nimi zarabiam na chleb, bo mnie tak strasznie, tak nie do opowiedzenia bolą". "Nie pracować dzisiaj, to umierać bez pracy, pracować - to umierać przez pracę". "Jak człowiek chce coś zrobić, to mu powiedzą: sto na wasze miejsce".
Tu odbywały się przemiany społeczne i gospodarcze. Tu ludzie mieli odwagę strajkować, walczyć o godne warunki na początku XX wieku. Początki kapitalizmu i rozwoju przemysłu włókienniczego w Polsce, całego systemu organizacyjnego. Warunki mieszkaniowe, głód, zmęczenie, praca na akord, żeby zdążyć wyrobić narzucane normy. Trudna praca, wymagająca nieustannego skupienia, sprawnych rąk, silnych nóg i pleców, sprytu, odwagi, szybkich reakcji, nieprzespanych nocy, dźwigania ciężkich szpul, . Łódź była pierwszym w Polsce miastem, w którym wprowadzono powszechny obowiązek szkolny w 1905 r. W 1906 r. co czwarta robotnica w Polsce była włókniarką. "Jesteście tylko kobietą, i w ogóle nie ma o czym gadać". W 1980 roku fabryki zatrzymały prace, "to nie jest takie łatwe strajkować. Bo człowiek przychodzi do pracy (na dwie zmiany- 16 godzin) i nie pracuje". To też świetny obraz lat 80 i 90, strajków, kryzysu, wykrzykiwanych haseł i walki o godność. Głos papieża JP II "Serdecznie i z głęboką czcią, na jaką zasługuje kobieta, witam i pozdrawiam wszystkie tu zgromadzone łódzkie włókniarki" i wiele treści o godne warunki pracy i życia. Pokazana walka kobiet o polepszenie swojej sytuacji społecznej i ekonomicznej. Czasy PRL-u i deklarowana przez władze pomoc robotnikom bez konkretnych czynów. Upadanie fabryk, losy ludzi bez pracy, bez zabezpieczenia finansowego (jak w przypadku stoczni). Skutki zdrowotne, ilość chorób włókniarek po latach wytężonej pracy "mnie się zdawało, że jestem niezniszczalna".
"To było pokolenie heroin". Autorka z delikatnością i wrażliwością przybliża zarys historyczny i społeczny od początku powstania fabryk po ich upadek. Oddaje głos kobietom, których relacje porażają. Ich siła, determinacja, codzienne losy, które przez dekady kształtowały oblicze Łodzi.
Aleja włókniarekMarta Madejska
wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018
liczba stron: 320

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz